Ostatnie noce bywają dość obfite w najróżniejsze i najdziwniejsze wrażenia.
Śnią Jej się rzeczy niespotykane, barwne i zabawne.
Szkoda tylko, że po przebudzeniu pamięta się szczątki historii sennych.
W jednym ze snów zwinęła skądś miedziany rower. Jej Luby mówi, że musiał kosztować fortunę. W śnie wyglądał dość przeciętnie i tak, jakby ktoś go w domu wyklepał. Natomiast nie zmienia to faktu, że Ona była do roweru bardzo przywiązana. Rower miedziany miał zainstalowany specjalny bak. Bak był przyczepiony na stałe do ramy i był w kształcie koszyka, z którym kobiety chodzą na plażę. W każdym razie Jej się tak to kojarzy, bo sama rzadko bywa na plaży, a jak bywa, to bez koszyka. Bak był zainstalowany w bardzo konkretnym celu. Otóż Ona codziennie wsiadała na rower i jechała do starej fabryki produkującej kisiel o smaku „jabłko z cynamonem”. Tyle, że nie był to kisiel w proszku, a już taki ugotowany. Gotował się w wielkich kadziach w złotym kolorze. Fabryka była dość oryginalna, ponieważ była to zwykła, otwarta wiata. Dostać się tam nie było trudno. Podjeżdżała niezauważenie do kadzi, chochlą wybierała kisiel i przelewała go do baku przymocowanego do roweru. Nie pamięta dokładnie, co z tym kisielem dalej robiła. Chyba zawoziła do domu na wsi (skąd Jej się wieś wzięła?) i tam wraz z rodziną rozdzielali na mniejsze porcje. Tak Jej coś świta.
Kolorystyka snu także była dość niesamowita, trochę jak w pierwszych kolorowych filmach.
Sen numer dwa poruszał poważniejsze tematy, choć także w dość nietypowy sposób. Tym razem mieszkała razem z Jej przewodnikiem (starszy siwy pan, przypominał szamana) w środku lasu, w bunkrach urządzonych na dom. Codziennie chodziła na wielką górę, która znajdowała się przy uczęszczanej drodze. Na górze tej przesiadywały prostytutki i czekały na swoją okazję. A Ona siedziała tam całymi dniami i z nimi rozmawiała, próbując sprowadzić je na „właściwą drogę”. Za działanie przeciw biznesowi spalono im dom. Z pięknie urządzonych bunkrów zostały same mury. Ale nie poddali się. Tutaj doda, że nie ma pojęcia co robił ten Jej przewodnik, kiedy Ona przesiadywała na górze. W każdym razie w domu, lub czymś co z niego zostało był zawsze i mówił bardzo mądre rzeczy. Oczywiście nie pamięta teraz jakie dokładnie. W każdym razie dalej chodziła na górę dziwek. Siedząc na tej górze, spotkała któregoś razu Jej dawną wielką miłość. Dawna miłość był już w związku małżeńskim (jak jest w rzeczywistości nie ma pojęcia, bo nie utrzymują kontaktów). Zaprosiła Ją na kawę i pogaduchy. Poszła. Gadali, pili i było naprawdę sympatycznie. Oczywiście w tym miejscu też nie pamięta o czym rozmawiali, ale wie, że było miło i wesoło. Nagle wparowała żona dawnej miłości – musi przyznać, że bardzo ładna kobieta – i zaczęła robić awanturę, że dawna miłość to ostatni z ostatnich i puszcza się na prawo i lewo, a Ona to na pewno dziwka, bo widziała Ją na górze. I nie szło wytłumaczyć. Współczując dawnej miłości, wstała i wyszła. Wróciła do swojego bunkru w lesie. Zadzwonił budzik i nie wiadomo jakby się ta historia skończyła.
Ona

